Wojna o rząd dusz

„(…) terroryzm jest bowiem przeznaczony dla tych, którzy patrzą, a nie dla tych, którzy stali się ofiarami. Terroryzm jest teatrem (…)”
B. Jenkins

Leszek Kołakowski w swoim eseju Wieś utracona  pisze o przemianach zachodzących w świadomości ludzkiej, a związanych z procesami globalizacji. Wskazuje, że procesy te w niezauważalny sposób powodują przemiany w odbiorze i interpretacji wiadomości, w sposobie, w jaki ludzie reagują na natłok informacji i sprzeczne, narzucane z zewnątrz sposoby odbioru rzeczywistości.
Nie można nie zauważyć charakterystycznych cech współczesnego przekazu realizowanego przez media. Dziś obieg informacji ma charakter globalny. Co więcej przekaz większości informacji odbywa się niemal w czasie rzeczywistym, a gdy korespondenci zjawią się na miejscu zdarzenia widz uczestniczy poniekąd w ich przebiegu. Telewizja pokazuje transmisję z przebiegu demonstracji zorganizowanej przez działaczy regionalnych przeciwnych budowie elektrowni atomowej w Czechach. Nie ma znaczenia, że demonstracja odbywa się po czesku – widz CNN będzie znał najważniejsze postulaty, bo z uwagi na obecność kamer tej – albo innej wpływowej telewizji anglojęzycznej – część transparentów przygotowana została w języku angielskim.
Najważniejsze jest dotarcie do odbiorcy w odpowiednim momencie i odpowiednich okolicznościach. Podstawowym celem przekazu jest bowiem skłonienie go do zwrócenia uwagi na treść tego przekazu – a jeśli to możliwe zdobycie jego przychylności. Z tego powodu forma i treść przekazu muszą spełniać kilka wymogów. Muszą być na tyle uderzające, aby przebić się przez codzienną papkę informacyjną, która dociera do odbiorcy.
Nieodłączną cechą każdej niemal audycji popularnej, każdego programu telewizyjnego jest przemoc. Podana wprost albo zamaskowana, fizyczna lub psychiczna jest elementem używanym powszechnie aby skupić uwagę widza. Człowiek odbiera swój świat, status i miejsce w hierarchii społecznej poprzez odniesienie do sytuacji innych ludzi – poprzez identyfikowanie się z nimi lub odróżnienie się od nich. Bohaterowie codziennych „show” stanowią taki właśnie punkt odniesienia , realny, bo realne w świadomości widzów stają się oglądane codziennie postaci z celuloidu. Każda więc akcja, która ma na celu skupienie uwagi na jakiejś sprawie lub nierozwiązanej (a czasem nierozwiązywalnej) kwestii musi przebić się przez szklaną szybę, za którą znajdują się odbiorcy. Musi zmusić ich do przyznania, że działania realizującego ją podmiotu są bardziej realne od tych, które oglądają każdego innego dnia.
Najprostszym rozwiązaniem takiego dylematu jest rozlew realnej krwi. Jeśli stworzy się zagrożenie dla ludzkiego życia, jeśli dodatkowo zrobi się to w takich okolicznościach, które mogą dotyczyć każdej z osób zasiadających przed telewizorem na pewno zwiększy się oglądalność programu.
W show biznesie obowiązuje zasada: nieważne, co o tobie mówią, ważne, że w ogóle mówią. Podobnie muszą rozumować przywódcy ugrupowań terrorystycznych, którzy porywają się na realizowanie tak drastycznych akcji jak ta przeprowadzona w sali teatralnej w byłym Domu Kultury przy moskiewskiej fabryce łożysk na Dubrowce. Niemal każda z osób oglądających transmisję z miejsca wydarzeń była kiedyś w teatrze. Każda z nich potrafi odnaleźć się w scenografii reżyserowanego przez terrorystów przedstawienia.
Terroryzm jest teatrem – czy też raczej przedstawieniem właśnie. To konkretne przedstawienie rozpoczęło się ok. godziny 19.00 podczas spektaklu „Nord – Ost”. Czeczeńcy, którzy zająwszy teatr wzięli zakładników ostrzegli, że są w posiadaniu materiałów wybuchowych. Uprzedzili, że atak na nich skończy się wysadzeniem budynku w powietrze. Bezcelowym byłoby szczegółowe referowanie przebiegu wydarzeń – jest on powszechnie znany. Wydaje się, że istotniejsze jest zwrócenie uwagi na kilka jego cech charakterystycznych, które można rozpatrywać w kontekście wpływu mediów na decyzje operacyjne służb specjalnych i na decyzje polityczne władz państwowych.
Już pierwszego dnia po zajęciu teatru pojawiły się informacje o tym, że terroryści zastrzelili dziesięcioro zakładników. Taka informacja, kiedy wiadomo, że jeszcze nie rozpoczęły się negocjacje, musi wywołać określone reakcje. Pierwsze co przychodzi w takiej chwili do głowy, to: po co negocjować, skoro i tak już zabili? Dziś już wiadomo, że terroryści nie zaczęli zabijać dla ostrzeżenia. Co więcej, wg rosyjskiego eksperta ds. wojskowych, Pawła Felgenhauera (Wall Street Journal Europe, „Putin’s tainted hostage rescue”, Friday, 01.11.02r.), terroryści w ogóle oparli swoją taktykę o czekanie na reakcję władz rosyjskich. Po przeminięciu pierwszego szoku związanego z faktem, że atak w ogóle nastąpił, wystarczy odrobina trzeźwego spojrzenia, żeby zwrócić uwagę na fakt, iż znaczne ofiary wśród zakładników były – ale nie w wyniku bezpośrednich działań terrorystów. To atak rosyjskich służb specjalnych spowodował śmierć 119 spośród pojmanych osób.
Istnieją na tym etapie dwa możliwe toki rozumowania. Pierwszy z nich skupia się na pierwotnej przyczynie wydarzeń: gdyby atak terrorystyczny nie nastąpił nie byłoby akcji służb specjalnych – ani ofiar.
Można jednak spojrzeć na sprawę pod innym kątem. Znaczny stopień kontroli, jaką władze rosyjskie sprawują nad mediami stawia pod znakiem zapytania to, czy wiadomości o egzekucjach wykonywanych przez terrorystów były jedynie dziennikarską pomyłką. Ponadto z wypowiedzi Pawła Felgenhauera we wspomnianym wcześniej artykule wynika, iż terroryści przedłużyli postawione rządowi ultimatum. Uzasadnianie więc tak brutalnego wejścia do teatru przez służby specjalne zagrożeniem egzekucjami zakładników staje się również bardzo wątpliwe. I znów należałoby zastanowić się: dlaczego w mediach nie pojawiła się wiadomość o przedłużeniu terminu ultimatum? Dlaczego nie skorzystano z szansy na znalezienie innego, może nieco lepszego rozwiązania?
Nasuwa się przypuszczenie, że rosyjskie władze nie były pozbawione wpływu na informacje przekazywane przez media. W krajach, w których demokracja i wolność słowa są w fazie narodzin i wczesnego wzrostu jest to sytuacja typowa. Trzeba pamiętać, że manipulacja prowadzona za pośrednictwem środków masowego przekazu, polegająca na kształtowaniu całego światopoglądu ludzkiego jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi sprawowania kontroli. Saddam Husajn uzyskał 100% poparcie w referendum – naród mu ufa, bo naród ma dostępu do żadnych innych informacji niż te, które przekazują media kontrolowane przez państwo. Zasada „audiatur et altera pars” obowiązywać powinna nie tylko w sądzie. W przeciwnym razie nagle okazuje się, że władze, które przeprowadzają akcję kosztującą 119 istnień ludzkich otrzymują od społeczeństwa pełną – bo niemal 85% legitymizację swoich działań.
W tym miejscu trzeba wspomnieć o Światowym Kongresie Czeczeńskim, który odbył się w Kopenhadze w dniach 28 – 29 października. To właśnie uczestnicy Kongresu przy okazji jego zakończenia zdefiniowali działania władz Federacji Rosyjskiej jako terroryzm państwowy. Z tego właśnie powodu, w wyniku towarzyszących badaniom nad zjawiskiem terroryzmu różnic definicyjnych należy analizować nie tylko zjawiska związane z akcjami grup terrorystycznych, ale także z działaniem państw na arenie wewnętrznej i międzynarodowej.
Należy jednocześnie zaznaczyć, że Światowy Kongres Czeczeński  potępił na równi ze społecznością międzynarodową akcję przeprowadzoną przez terrorystów w teatrze. Nikt nie może bowiem – niezależnie od stosunku do polityki prowadzonej przez rosyjskie państwo – usprawiedliwiać działań o charakterze terrorystycznym.
Trzeba zarazem podkreślić, że nagłaśnianie ataków terrorystycznych przez media ma pewien bardzo interesujący aspekt. W większości wypadków to, co serwują na co dzień widzom media zyskuje stopniowo ich akceptację i tolerancję. Zasada ta nie obowiązuje w odniesieniu do terroryzmu. Nadal zwiększa on oglądalność, natomiast żadna akcja medialna nie jest w stanie zdobyć istotnego poparcia społecznego dla sprawy, w imię której przeprowadzane są ataki terrorystyczne.
Jest to szczególnie widoczne dzisiaj – w rok po ataku na World Trade Center. Kiedy okazało się, że ataki terrorystyczne mogą dotknąć każdego z nas terroryzm przestał być ciekawostką medialną. Można powiedzieć, że dziś wzbudza emocjonalny oddźwięk u każdego z widzów – i zdecydowanie nie jest to oddźwięk pozytywny. Można by zresztą w związku z tym zastanowić się, czy idea realizowania celów politycznych za pomocą ataków terrorystycznych nie zacznie przechodzić do historii. Już teraz można powiedzieć, że piętnowana przez Amnesty International „kultura bezkarności” w Rosji nie będzie piętnowana aż tak dotkliwie po spektaklu „Nord-Ost”. Trzeba brać pod uwagę fakt, iż każda akcja terrorystyczna przeprowadzona dziś, to narażanie się na odwet nie tylko ze strony zaatakowanego państwa. To również działanie wbrew celom „koalicji antyterrorystycznej”, a jak chwiejna by ona nie była, żadne z tworzących ją państw jawnie przeciwko jej celom nie wystąpi.
Media przekazujące wiadomości o atakach terrorystycznych zawierają każdego dnia pakt z diabłem. Z jednej strony powszechnie wiadomo, że nie czynią tego, aby pomóc w działaniu na rzecz jakiejkolwiek „sprawy”. Z drugiej strony oczywiste jest, że tego aspektu nigdy nie dostrzegą sami terroryści – ich przedstawienie ma zostać obejrzane przez maksymalną ilość osób, ale podobać musi się tylko im i zwolennikom ich sprawy, którzy umożliwiają im działanie.
Trzeba uważnie obserwować rozwój kultury przekazywania informacji. Niestety, mało prawdopodobne wydaje się odnalezienie w najbliższym czasie punktu równowagi pomiędzy wolnością słowa i myśli a powstrzymaniem się od pomagania tym, którzy zabijają w imię idei. Przekazywanie informacji przez wolne media to jedna z podstaw współczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Zapewnienie wielości i różnorodności źródeł, które stanowią o naszej wiedzy na temat współczesnego świata wydaje się jak dotąd być jedyną metodą radzenia sobie z wewnętrznymi sprzecznościami, które charakteryzują tę i inne zasady demokratycznego społeczeństwa. Parafrazując Winstona Churchilla „Wolne media to najgorszy sposób informowania społeczeństwa, ale wszystkie inne są jeszcze gorsze.”


O artykule