Ataki w Londynie

W dniu 7 lipca 2005 r. w Londynie około godziny 8:50 rozpoczęły się ataki terrorystyczne. Seria wybuchów w sieci komunikacji miejskiej zakłóciła funkcjonowanie brytyjskiej stolicy. Najważniejsze spostrzeżenie, jakiego dokonywali obserwatorzy na całym świecie dotyczyło reakcji obywateli brytyjskiej korony na atak – ich umiejętność zachowania spokoju w tak tragicznym okolicznościach. W dniu 21 lipca, w dwa tygodnie po pierwszym ataku, w londyńskiej komunikacji zdetonowane zostały zapalniki następnych ładunków wybuchowych. Panika, jaką wywołały te nieudane ataki, była nieporównywalna do reakcji na pierwszy atak. Pytanie o to, jakie znaczenie dla całego świata brytyjskiego miała druga seria ataków, to pytanie o wpływ terroryzmu na współczesny świat jako całość.
Mówi się, że jednym z najważniejszych narzędzi terrorystów jest strach. To strach daje terrorystom siłę, to strach społeczeństw pozwala im na wpływanie na politykę wewnętrzną i zewnętrzną państwa. Co więcej, strach podważa zaufanie społeczeństw do ich rządów. Dezorganizacja życia nie tylko społecznego w państwie, ale także politycznego, podważenie rządowej i parlamentarnej legitymacji do sprawowania władzy, to niebezpieczeństwa, z którego powinny zdać sobie sprawę rządy państw toczących walkę z terroryzmem. Nie można przejść nad tym zagrożeniem do porządku dziennego na poziomie politycznym. Rządzący we wszystkich państwach demokratycznych, podlegający wyborczej weryfikacji, powinni pamiętać, że egzamin z zapewnienia społeczeństwu bezpieczeństwa jest jednym z najważniejszych, do jakiego przychodzi im przystępować. Jeśli obywatele kraju rozczarują się co do kompetencji rządu w tej kwestii, nie zauważą jego osiągnięć w żadnej innej. Przetrwanie fizyczne, kulturowe i polityczne państwa jest tą potrzebą, której zapewnienie jest pierwszym obowiązkiem każdego rządu. W przeciwnym wypadku konsekwencje pokażą już najbliższe wybory parlamentarne.
Nie ma dowodów, że któregokolwiek z ataków dokonała Al-Qaida, albo też organizacja bezpośrednio kierowana przez jej przywódców. Niemniej jednak obie organizacja, które wzięły na siebie odpowiedzialność, przynajmniej za atak w dniu 7 lipca br., przyznają się do afiliacji z tą organizacją. Jest to sytuacja, którą należy traktować jako bardziej nawet ryzykowną, niż gdyby działanie było bezpośrednim dziełem Al-Qaidy lub jej członków. Trzeba pamiętać bowiem, że terroryzm to przede wszystkim walka o rząd dusz. Jeśli rzeczywiście doszło do sytuacji, w której organizacje nie związane bezpośrednio z ugrupowaniem stanowiącym jak dotąd jedno z największych zagrożeń o charakterze terrorystycznym kierują się jego zasadami działania, wykorzystują jego taktykę i strategię, to zagrożenie, jakie terroryzm stanowi dla świata, weszło w kolejną fazę rozwoju.
Badacze i znawcy terroryzmu podkreślają, że terroryzm nie jest zjawiskiem autonomicznym, a jedynie metodą walki o realizację celów o charakterze politycznym. To właśnie popularyzacja metody jest największym zagrożeniem z punktu widzenia współczesnych państw. Instytucja i służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państw muszą brać pod uwagę najbardziej negatywne scenariusze rozwoju wydarzeń, a do tych należą potencjalne możliwości rozpowszechnienia użycia tej metody realizacji celów w nowych grupach i ugrupowaniach, które dotąd nie brały pod uwagę używania przemocy i zastraszania jako narzędzia.
Ataki w Londynie nosiły znamiona działania co najmniej wzorowanego na działaniach Al.-Qaidy na poziomie operacyjnym:
– realizacja akcji została przeprowadzona w sposób zsynchronizowany;
– na moment ataku wybrano godziny porannego szczytu, które gwarantowały maksymalną możliwą ilość ofiar,
– podstawową metodą, wykorzystaną przez autorów zamachów był atak samobójczy (pomimo umieszczenia dodatkowego zabezpieczenia w postaci zapalników czasowych),
– terroryści mieli powiązania z ugrupowaniami poza krajem – celem,
– użyte materiały wybuchowe – w wypadku pierwszego, udanego, ataku – były odpowiednie dla zrealizowania zamierzonego celu.
Na poziomie strategicznym również widoczny jest co najmniej wpływ działań realizowanych przez Al-Qaidę:
– wybór celu ataku podyktowany został koniecznością polityczną, pomimo faktu, iż Wielka Brytania od dawna była miejscem, w którym grupy islamskie funkcjonowały w ramach struktur społecznych,
– data ataku również była datą istotną – nie tylko z punktu widzenia kraju, ale również świata – termin spotkania Grupy G-8,
– zamach spowodowały dużą ilość ofiar – zarówno śmiertelnych, jak i rannych,
– skierowane zostały przeciwko symbolicznemu dla Londynu, stolicy kraju, celowi,
– spowodowały duże straty finansowe i zachwiania na rynku.
Atakujący w Londynie uderzyli zresztą nie tylko w gospodarkę brytyjską, która poniesie koszty:
– krótko- i długoterminowego leczenia ofiar,
– akcji ratowniczej, wydobywania ciał z tuneli metra,
– remontu metra,
– intensyfikacji działań sił odpowiedzialnych za porządek publiczny i bezpieczeństwo.
Większość krajów europejskich oraz Stanu Zjednoczone również poniosą koszty związane z tym ostatnim zagadnieniem. W wyniku przeprowadzenia londyńskiego ataku bardzo wiele krajów podniosło alarmowe poziomy zagrożenia wewnętrznego, powołując odpowiednie służby w stan podwyższonej gotowości. Wszystkie te działania pociągają za sobą odpowiednie, wymierne koszty finansowe.
Jak wynika z informacji przekazywanych przez zagraniczne media, wiele państw nie czuje się dziś właściwie przygotowanych do zwalczania terroryzmu. W Stanach Zjednoczonych przedstawiciele tzw. społeczności wywiadowczej (intelligence community, połączonych agencji bezpieczeństwa i wywiadowczych realizujących we współpracy działania związane ze zwalczaniem terroryzmu) oraz Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security) podkreślają, że amerykańskie służby nie są przygotowane adekwatnie do zwalczania terroryzmu. Ataki w Londynie, a szczególnie ich powtarzalność stanowią istotną lekcję dla współczesnych państw – nawet kraj, którego służby uważane są za jedne z najskuteczniejszych na świcie nie jest całkowicie odporny na terroryzm.
Zamachy w Londynie są również istotne ze względu na wspomniane już zmiany w stosunku społeczeństwa do potencjalnego zagrożenia. Z punktu widzenia zwalczania terroryzmu rosnący w społeczeństwie strach i poczucie zagrożenia umożliwiają sprawne wprowadzanie nowych metod i środków anty-terrorystycznych. Niemniej jednak rosnąca w społeczeństwie panika zaburza funkcjonowanie prawidłowych mechanizmów społecznych, a społeczeństwo dobrobytu, społeczeństwo obywatelskie zamienia się w społeczeństwo strachu.
Jako obywatele Polski musimy brać oczywiści pod uwagę to, że w naszym kraju nie występuje zagrożenie terroryzmem ze strony ekstremistycznych grup narodowych czy innych mniejszości. Trzeba jednak odróżnić od siebie dwa aspekty sformułowania „zagrożenie terroryzmem”. Pierwszy z nich dotyczy kwestii zagrożenia konkretnym aktem terrorystycznym stosowanym jako metoda wymuszania pożądanego stanu rzeczy. W chwili obecnej brak sprawdzonych informacji o zagrożeniu dla naszego kraju. Drugi aspekt odnosi się do zagrożenia terroryzmem międzynarodowym jako zjawiskiem. Właśnie krótkie omówienie tego aspektu przybliży nas do odpowiedzi na postawione wcześniej pytania.
Zjawisko, które nam zagraża, to terroryzm międzynarodowy, przede wszystkim związany z fundamentalizmem religijnym. To najgroźniejsza z współczesnych form terroryzmu, związana z atakami bombowymi, ale także z zamachami samobójczymi, braniem zakładników i porywaniem środków transportu na skalę znacznie większą, niż dotąd spotykane. Polska, jako kraj demokratyczny, będący częścią zachodniego kręgu cywilizacyjnego, bierze czynny udział w działaniach koalicji antyterrorystycznej. Wynikające stąd potencjalnie zagrożenie atakiem terrorystycznym nie wynika jednak z udziału w sojuszu NATO czy z przynależności do Unii Europejskiej. Polska jest częścią pewnego kręgu kulturowego, kręgu zasad, którym obecny międzynarodowy terroryzm wydał wojnę. Stąd możliwość dokonania zamachu na terenie naszego kraju, jak i na naszych obywateli poza jego granicami. Uczestnictwo w konkretnych sojuszach jedynie zwiększa ryzyko, ale go nie generuje.
Pozostaje jednak otwartą kwestia naszej atrakcyjności jako celu ataków terrorystycznych. Wydaje się dziś, że jako kraj nie jesteśmy bezpośrednim celem dla terrorystów. Nie wolno jednak zapominać, że atak na Łotwę lub Polskę może być przesłaniem lub formą nacisku skierowaną nie wprost do polskiego rządu lub społeczeństwa, ale do „ciał globalnych”, w których oba kraje uczestniczą lub jako sygnał dla naszych sojuszników, silniejszych i lepiej przygotowanych.
Trzeba jednak, pamiętając o omówionych powyżej zagadnieniach, brać pod uwagę również to, że rosnące poczucie zagrożenia w społeczeństwach, determinujące wzrost skali wprowadzanych przez państwa środków bezpieczeństwa może zdecydować o porażce demokratycznych, zachodnich społeczeństw w walce ze zjawiskiem, jakim jest terroryzm. Porażka, którą możemy ponieść wiąże się z ewentualną utratą – bądź rezygnacją z – tych wartości, które stanowią o istocie naszej cywilizacji. Realizacja zamierzeń państw w dziedzinie zwalczania terroryzmu musi być częścią strategii biorącej pod uwagę wszystkie aspekty tego zjawiska – w tym aspekty kulturowe i społeczne.
W dzisiejszym świecie coraz częściej mamy do czynienia ze społeczeństwami strachu, społeczeństwami, które uzależniają swoją codzienność od mechanizmów bezpieczeństwa. Na co dzień coraz więcej osób godzi się z koniecznością zamykania na noc drzwi zewnętrznych bloku, utrzymywania w całości płotu wokół strzeżonego osiedla, opłacania agencji ochrony. Wszystkie te mechanizmy są składową częścią codziennego życia ludzi w XXI w. Wszystkie te działania mają swój cel, ochronę życia ludzkiego. Wszystkie one mogą być absolutnie akceptowalnymi elementami życia społecznego – dopóty, dopóki nie zmieniają społecznej mentalności, dopóki nie podważają zasad, według których zorganizowane są nasz społeczeństwa.
Demokracja i ochrona praw człowieka konstytuują współczesne społeczeństwa Zachodu. Jeśli z jakiegoś powodu zrezygnujemy z chronienia tych wartości, nawet w imię zwalczania terroryzmu, to poniesiemy w wojnie z terroryzmem porażkę. I nie będzie istotne to, ilu terrorystów udało się po drodze wyeliminować – zwyciężą przez samą zmianę naszego stylu życia.
Musimy wciąż szukać nowych, skuteczniejszych sposobów zwalczania terroryzmu międzynarodowego. Nie można się ograniczyć do prostego wzmagania kontroli , inwigilacji i przeszukań. Państwowe służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo oraz utrzymanie porządku publicznego muszą wypracowywać oraz skuteczniejsze metody walki z terrorystami. Aby to robić potrzebują odpowiedniego wsparcie zarówno ze strony rządu, jak i ze strony społeczeństwa. Warto zauważyć, że pojawiająca się często kwestia naruszania praw człowieka w kontekście przeciwdziałania terroryzmowi jest traktowana zazwyczaj niezwykle jednostronnie. Mówiąc o prawie do prywatności, o ochronie danych osobowych i innych aspektach praw i swobód obywatelskich, obrońcy praw człowieka regularnie zapominają o tym, że te „naruszenia” są w istocie tylko narzędziami służącymi państwu i jego służbom do chronienia ludzkiego życia, które jest najważniejszym z praw.


O artykule